Start Materiały Czytelnia ks. Franciszek Blachnicki: DIAKONIA w Ruchu Światło-Życie.

Ewangelizacja nie jest naszą inicjatywą i nie zależy przede wszystkim od naszych zdolności, lecz jest przede wszystkim ufną i posłuszną odpowiedzią na wezwanie Boga, dlatego opiera się nie na naszych siłach, ale na Jego mocy.

Benedykt XVI, „Orędzie na ŚDM w Rio”

 

ks. Franciszek Blachnicki: DIAKONIA w Ruchu Światło-Życie.

Diakonia, służba – oto trzecie, pełne głębokiej treści słowo, które streszcza w sobie tajemnicę żywego Kościoła. Obok słów martyriaświadectwo i leiturgia, słowo diakonia należy do zespołu tych pojęć, które wyrażają podstawowe życiowe funkcje wspólnoty Kościoła, które tę wspólnotę tworzą i budują. Żeby zrozumieć głębię słowa diakonia, służba, musimy sięgnąć do prawzoru, jakim jest Chrystus, Syn Boży, który stał się człowiekiem po to, żeby móc służyć człowiekowi. Oto ta­jemnica, która była dla ówczesnego pokolenia Żydów zgorszeniem. Spodziewano się, że oczekiwany Mesjasz, Syn Boży, ukaże się w postaci potężnego władcy, peł­nego majestatu, który podbije pod panowanie narodu wybranego cały świat. A oto Mesjasz, Syn Boży, przychodzi w postaci sługi. Było to tak szokujące dla współ­czesnych, że nawet zapomniano o tym, iż prorok Izajasz przecież tak naszkicował postać oczekiwanego Mesjasza: nazwał Go sługą Jahwe. Dokładnie przedstawił ry­sy sługi w swoich pieśniach o słudze Jahwe. Chrystus wypełnia tę zapowiedź pro­roka Izajasza, przychodzi po to, żeby służyć. A kiedy Jego uczniowie spierają się o to, kto będzie z nich większy w Jego przyszłym Królestwie, Chrystus im przy­pomina, że Syn Człowieczy nie przyszedł po to, żeby Mu służono, ale po to, żeby służyć i mówi swoim uczniom, że nie tak będzie wśród was, jak wśród wielkich te­go świata, którzy rządzą narodami: kto by z was chciał być większy, niech będzie sługą wszystkich.

 

Bóg potrafi służyć – oto tajemnica Słowa wcielonego, Jezusa Chrystusa. Całe Je­go życie jest służbą, wobec Ojca i wobec nas, wobec ludzi. Całe Jego życie streszcza się w tym jednym słowie: Tak, Ojcze. Pierwsze słowo z życia Chrystusa, zanotowane przez Ewangelistów, brzmi: czy nie trzeba, abym był w sprawach mego Ojca? A ostatnie słowo wypowiedziane na krzyżu – wykonało się: wykonał się plan Ojca. Pomiędzy tym Chrystus realizuje plan Ojca i mówi, że pokarmem moim jest czynić wolę Tego, który Mnie posłał. A wolą Ojca jest, aby Syn Jego służył ludziom i ich zbawieniu, bo tak umiłował Bóg świat, ze Syna swojego dał – dał Go na służbę, na służbę ludzkiego zbawienia. Od żłóbka aż po krzyż Chrystus wypełnia ten nakaz Oj­ca i do końca jest wierny zakreślonemu przez Ojca planowi służby.

Chrystus – Diakon. Spotykamy to określenie Chrystusa u Ojców Kościoła: diakonossługa. I kiedy w Kościele powstała instytucja diakonów, to zawsze pokazywano na Chrystusa jako na prawzór służby w Kościele. Diakon w Kościele jest znakiem, jest jak gdyby przedłużeniem egzystencji w Kościele Chrystusa Sługi.

Jak wszystko to jest istotne w życiu Chrystusa, w Jego misji, musi trwać i prze­dłużać się w misji i w życiu Kościoła, to i diakonia musi istnieć w Kościele jako podstawowa funkcja Kościoła. I jak wszystko, co w Kościele jest istotne, bo jest przedłużeniem misji Chrystusa, musi być w jakiś sposób obiektywny ugruntowane, żeby nie było zależne od ludzkiej zmienności i samowoli, to także diakonia Chry­stusa jest ugruntowana w strukturze Kościoła w sposób sakramentalny, bo istnieje w Kościele specjalny sakrament diakonii – służby, znany pod nie najlepiej odpo­wiadającej istocie rzeczy nazwą – sakramentu kapłaństwa. W gruncie rzeczy jest to sakrament diakonii, jest to właśnie jakieś utrwalenie w życiu Kościoła postawy Chrystusa Sługi. Bo jak Chrystus powiedział do Piotra, gdy wzbraniał się przed przyjęciem posługi umycia nóg od Chrystusa: Jeżeli Mnie nie dopuścisz, nie bę­dziesz miał wspólnoty ze Mną, nie będziesz miał cząstki ze Mną, tak do końca cza­sów służba Chrystusa musi trwać w Kościele, abyśmy mieli wspólnotę z Bogiem – bo za cenę tej służby, tej diakonii Chrystusa możemy być włączeni we wspólnotę życia z Bogiem. Dlatego w sposób sakramentalny ta diakonia jest wszczepiona w życie Kościoła, w jego strukturę, dlatego musi istnieć w Kościele sakramentalna diakonia, znana pod nazwą sakramentu święceń, sakramentu kapłaństwa.

Sobór Watykański II przypomniał nam dobitnie, że sprawowanie tak zwanej władzy w Kościele, czy to będzie władza biskupa, czy władza kapłana, jest diako­nią, służbą, ministerium. Dlatego też Sobór Watykański II zastąpił nazwę kapłań­stwo hierarchiczne nazwą kapłaństwo ministerialne, czyli służebne.

Zawsze grozi Kościołowi niebezpieczeństwo wypaczenia służby, diakonii, w kierunku pojmowania jej jako władzy jednych nad drugimi. Już apostołom gro­ziła ta pokusa, którą skarcił Chrystus wtedy, kiedy spierali się apostołowie, kto z nich będzie większy i kto jaki urząd będzie zajmował w przyszłym królestwie Chrystusa. To grozi także następcom apostołów – w każdej epoce Kościół musi się zmagać z pokusą wypaczenia pojęcia władzy w kierunku pojęcia władzy w znacze­niu świeckim. Słowo ministerium, wyrażające w języku łacińskim sens pojęcia dia­konia, przemienia się w słowo dominium, czyli panowanie, władza jednych nad drugimi. Doszło do tego, że nawet w średniowieczu nosiciele urzędu w Kościele, nosiciele sakramentalnej diakonii, tak dalece byli widziani w aspekcie władzy, pa­nowania, że oznaki czci, szacunku, okazywane władcom świeckim, przeszły wtedy na biskupów w Kościele. Wszystkie przywileje, zewnętrzne insygnia, zewnętrzne uprawnienia związane z władzą przeniesiono na biskupów, którzy zaczęli nosić tytuły książąt i otrzymali przywilej wieszania swoich portretów wszędzie, jak władcy tego świata. Mieli oni te zewnętrzne wspaniałe insygnia władzy, a lud wierny właśnie zewnętrznie wyrażał im taką cześć, jaką przywykł wyrażać świec­kim władcom, książętom i królom. Ale tam nastąpiło wewnętrzne wypaczenie po­jęcia służby w Kościele w kierunku władzy. I ciągle ta pokusa grozi Kościołowi, Kościół musi ciągle podejmować wysiłki reformy, odnowy. Zawsze, kiedy Kościół podejmuje dzieło odnowy, to przede wszystkim odnawia pojęcie władzy w Ko­ściele, w znaczeniu ewangelicznym i biblijnym, i sięga, jako do źródła odnowy, do tych słów Chrystusa: nie przyszedłem, aby Mi służono, ale żeby służyć i życie swoje oddać za wielu; kto z was chciałby być większym, niech będzie waszym sługą.

Jeden z największych papieży w dziejach Kościoła zaczął się podpisywać tymi słowami sługa sług Bożych. Do dzisiaj papież nosi ten tytuł: sługa sług Bożych. Także wielkie dzieło odnowy, podjęte przez Sobór Watykański II, w tym się głów­nie wyraża, to jedna z głównych idei odnowy, że konsekwentnie, we wszystkich dokumentach soborowych, władza w Kościele jest ukazana w aspekcie diakonii, czyli służby. Soborowa odnowa o tyle będzie urzeczywistniona, o ile ten duch służby przeniknie wszelkie struktury Kościoła, o ile ożywi wszelkie struktury duch Chrystusowej służby, to znaczy – bo to jest jednoznaczne – duch Chrystusowej miłości. Służba ma swe źródło w miłości, a nawet można powiedzieć, że słowo służba w Piśmie świętym jest synonimem słowa miłość. Bo jeżeli miłość jest dawaniem siebie, wzajemnym dawaniem siebie osób, to ta miłość w czynie, w prak­tyce, musi się wyrażać w służbie, w spełnianiu woli drugiego człowieka, w szukaniu tego, co jest jego dobrem, czego on pragnie. Dlatego służba w znaczeniu biblijnym i nadprzyrodzonym jest miłością, dlatego służba nie poniża człowieka, ale go wywyższa, dlatego powiedziane jest, że służyć Bogu – to znaczy królować. Dlatego też Chrystus, który uniżył samego siebie, przyjąwszy postać sługi, został wywyższony ponad wszelkie stworzenie. Bo taka jest logika Bożego działania, jak to kilkakrotnie powiedział Chrystus w Ewangelii: kto się poniża, będzie wywyższony; kto się wywyższa, będzie poniżony.

Poprzez posługę diakonów, kapłanów i biskupów – tych, którzy mają przez święcenia udział w diakonii Chrystusa, ta właśnie diakonia przedłuża się i trwa w dziejach Kościoła. Żeby Kościół mógł istnieć jako wspólnota, to musi być w nim służba Chrystusowa, spełniana przez Jego narzędzia: przez biskupów, kapłanów i diakonów. Ta służba określa zasadniczą strukturę Kościoła, który jest wspólnotą miłości, dlatego służba musi być w nim podniesiona do godności sakramentu To jest najgłębszy sens sakramentu kapłaństwa, że służba Chrystusa w Kościele jest podniesiona do godności sakramentu, bo to nic jest służba tylko ludzka, nie przedłużenie służby Chrystusa we wspólnocie ludu Bożego,

Jeżeli tak popatrzymy na diakonię jako misterium Boga wcielonego, jako misterium Bożej miłości, to służba musi nas zobowiązywać, musi być odebrana przez nas jako wezwanie do wzajemnej służby. Musimy pojąć swoje życie jako diakonię, jako służbę dla budowania wspólnoty Kościoła. Ostatecznie nasze życie dopiero wtedy będzie miało pełny sens i pełną wartość, kiedy zrozumiemy, że ono musi stać się diakonią, służbą, dla wypełnienia odwiecznego planu Ojca, dla budowania od wieków przez Boga zamierzonej wspólnoty ludzi z Bogiem i między sobą To jedyna sprawa, dla której warto żyć – i której trzeba służyć! Każdy z nas od chwili chrztu świętego przeznaczony jest również do diakonii. Wszczepienie w Chrystusa przez chrzest jest wszczepieniem w Jego postawy, a istotną Jego postawą jest postawa służby wobec Ojca i wobec wspólnoty ludu Bożego Dlatego z powołania chrztu świętego wyrasta powołanie do diakonii.

Nie wszyscy są powołani do tej diakonii sakramentalnej, wyrażającej się w mi­nisterialnym, służebnym kapłaństwie w Kościele. Ale nasze powszechne kapłań­stwo jest również wezwaniem do służby. Ta służba wiąże się z pojęciem chary­zmatu. Bo charyzmat w języku biblijnym, w tradycji Kościoła pierwszych wieków, to jest dar otrzymany przez każdego z członków Kościoła, przez każdego z ochrzczonych, po to, żeby mógł służyć budowaniu wspólnoty. Charyzmat to jest dar dany nie tyle dla osobistego uświęcenia, ale dany dla wspólnoty i nikt z nas nie jest pozbawiony charyzmatu. Sobór Watykański II przypomniał nam zapomnianą naukę o charyzmatach i powiedział, że obok charyzmatów wielkich, niezwykłych, takich jak czynienie cudów, proroctwa i inne, są zwykłe, mniejsze charyzmaty, któ­rych nikt z ochrzczonych nie jest pozbawiony. Każdy ma jakąś szczególną cechę charakteru, jakieś uzdolnienie, jakiś dar, którym może służyć budowaniu jedności wspólnoty. Każdy z nas musi odkryć swój charyzmat i musi go aktualizować w konkretnej lokalnej wspólnocie. On nie może pozostać martwy, nie można zako­pać do ziemi tego otrzymanego talentu, ale musimy nim pracować dla wzrostu, dla budowania Ciała Chrystusowego.

Oto jest radosne powołanie każdego z nas. Każdy z nas ma inny charyzmat i nikt nie ma tylu charyzmatów, żeby sam potrafił być wszystkim w jakiejś wspól­nocie. Jeżeli ten, który odpowiada za wspólnotę, który jest ustanowiony po to, żeby jej przewodniczył, uważa, że na tym polega jego urząd, aby był wszystkim i wszystko sam czynił, to jest to wielkie nieporozumienie. Kościół ciągle ponosi wielkie szkody, dlatego że ci, którzy mają odpowiedzialność za wspólnoty Ko­ścioła, chcieliby wszystko zrobić sami, nikomu nie chcą ufać, nikomu nie chcą przekazać części odpowiedzialności, ale wszystko chcą koncentrować w swoim rę­ku i wskutek tego nie mogą wszystkiego opanować, wskutek tego nie mogą zdobyć zaufania tych, którzy wraz z nim mają budować wspólnotę. To jest prawdziwa tra­gedia życia Kościoła, która udaremnia prawdziwe życie, prawdziwy rozwój wspól­noty chrześcijańskiej. Dlatego też Sobór przypomina tym, którzy mają tę odpowie­dzialność, że winni oni rozpoznawać charyzmaty, nie gasić Ducha, ale powinni wszystkie charyzmaty pobudzać, zachęcać do aktywności w Kościele, aby poprzez wzajemną posługę wszystkich członków Kościół Boży przyczyniał sobie wzrostu, aby ciało Chrystusowe w ten sposób zmierzało do swojej pełni.

Taka wizja Kościoła ukazana jest nam przez Sobór Watykański II. Musimy tę wizję przemienić w czyn. Każdy z nas musi odnaleźć swoje powołanie, musimy współpracować, współdziałać dla wzrostu wspólnoty Kościoła Chrystusowego.

Niektórzy z nas są powołani do szczególnej służby w Kościele. Bo obok tej służby, która związana jest z sakramentem kapłaństwa, diakonatu czy biskupstwa, jest inna, jak gdyby ustabilizowana w szczególny sposób w strukturze Kościoła i wyraża się w tak zwanym stanie doskonałości, tak zwanych ślubach zakonnych. Osoby, które konsekrują swoje życie, oddają się całkowicie do dyspozycji Chrystu­sowi w Kościele. Diakonia, czyli służenie wspólnocie Kościoła, staje się jedynym celem ich życia. W sposób uroczysty wiążą się oni ze służbą na rzecz wspólnoty Kościoła przez śluby, przez uroczyste przyrzeczenia zachowania rad ewangelicznych: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa po to, żeby być całkowicie do dyspozycji Chrystusa i Jego Ducha w Kościele.

Tutaj także trzeba zwalczać nieporozumienie, które głosi, że celem głównym stanu zakonnego, stanu doskonałości, jest własne uświęcenie, zdobycie własnej do­skonałości. Można tak powiedzieć, ale z dopowiedzeniem, że człowiek się uświęca i doskonali wtedy, kiedy siebie całkowicie oddaje na służbę Chrystusa w Kościele. Dlatego te rzeczy nie są sprzeczne, ale wydaje mi się, że trzeba mocniej podkreślać ten aspekt służby tego bycia do dyspozycji Chrystusa w Kościele. Zgromadzenia zakonne posiadają różne specjalne charyzmaty, charyzmaty nie jednostkowe, ale społeczne, charyzmaty udzielone świętym założycielom wspólnot ewangelicznych w Kościele i w tych wspólnotach charyzmaty danych świętych nieraz przez długie wieki służą wspólnocie Kościoła powszechnego. Tu także jest potrzeba wierności tym charyzmatom. Tu jest także potrzebna głęboka pokora, która pojmuje wszystko jako służbę, żeby znów nie powstawały w Kościele jakieś organizmy, które same dla siebie stają się celem i obracają się tylko wokół siebie, uważając, że im tym polega ich powołanie i służba Boża w Kościele. Tutaj musimy się wystrzegać tej pokusy, która zawsze zagraża naszej ludzkiej słabości, tutaj trzeba przeniknąć życie każdej wspólnoty żyjącej według rad ewangelicznych tym duchem apostolskiej służby, diakonii we wspólnocie Kościoła lokalnego.

Stoi przed nami taka wspaniała wizja Kościoła-wspólnoty. Kościół, jak powie­dziano po Soborze Watykańskim II, jest wspólnotą służb i charyzmatów Wspólnotą ludzi, którzy są aktywni, każdy na swój sposób, według posiadanych darów uczestniczy w budowaniu Kościoła – a wszystkie te dary pochodzą od jednego i tego samego Ducha. Dlatego wielość darów, wielość posług, charyzmatów, nie może rozbijać jed­ności, ale, przeciwnie, tworzy tę jedność. Jeden i ten sam Duch udziela różnych da­rów, bo On jeden ma plan całości, On jeden wie, co jest potrzebne całemu Kościołowi, dlatego wzbudza różne dary, różne powołania, różne charyzmaty, bo On właśnie ogarnia swoją mocą, wszechwiedzą, cały plan i ten plan realizuje przez szczegółowe powołania, a wierność wszystkich temu szczegółowemu wezwaniu i powołaniu tworzy życie Kościoła i rzeczywistość żywego Kościoła, wspólnoty służb i charyzmatów.

Jeżeli odkryjemy w ten sposób swoje miejsce w Kościele, innego wymiaru, innej głębi i sensu nabierze całe nasze życie i wtedy wiele będzie w naszym życiu radości wynikającej z przekonania o wartości, o sensie naszych wysiłków. Nieraz nas to gnębi, że nie widzimy tego miejsca, nie pojmujemy swojej roli, czujemy się niepotrzebni. Tymczasem we wspólnocie Kościoła nie ma komórek niepotrzebnych. Wszyscy jesteśmy potrzebni, aby objawić światu pełnię, całe bogactwo Bożego planu zbawienia, pełne bogactwo i wspaniale piękno Kościoła; ono się może objawić nie przez jednostkę, choćby najzdolniejszą, ale może się objawić tylko przez wielość darów aktualizowanych we wspólnocie braterskiej.

Starajmy się więc wspólnym wysiłkiem o to, żeby, gdziekolwiek jesteśmy, Kościół stawał się dzięki naszej posłudze wspólnotą służb i charyzmatów, objawiającą światu bogactwo Bożego działania, działania Chrystusa i Jego Ducha.

 

Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki
- DIAKONIA w Ruchu Światło-Życie.

 

Znak roku OŻK 2017
"Sługa Niepokalanej"

Podziel się kromką Słowa!

 

Słowo o nas i naszym logo.

Modlitwa zawierzenia

serdecznie poleca strony:

stat4u

 

Wsparcie i patronat: